poniedziałek, 9 listopada 2015

Becikowe do osiemnastki sposobem na kryzys demograficzny?

Na początek parę suchych danych. Wedle raportu CIA Polska zajmuje 206 miejsce pod względem przyrostu naturalnego. Na 233 państwa. 200 miejsce pod względem wysokości dzietności, 139 pod względem emigracji. 216 pod względem przeciętnej liczby dzieci przypadających na jedną kobietę. Jeśli chodzi o sytuację demograficzna to jesteśmy krajem o jednej z najgorszych na świecie sytuacji. I jeśli nic się nie zmieni to za 50 lat nie tylko nie będzie komu pracować na nasze emerytury. Nie będzie nawet komu nas leczyć, opiekować się nami, czy sprzedawać nam chleb w spożywczaku. 








Chyba najważniejszym hasłem wyborczym Prawa i Sprawiedliwości było (i w sumie nadal jest) wprowadzenie stałego świadczenia na drugie i kolejne dziecko do jego osiemnastych urodzin. Wedle badań chociażby CBOS głównym powodem powstrzymującym Polaków przed posiadaniem dziecka jest brak środków na jego utrzymanie. Wspomoglibyśmy ich tymi pieniędzmi. Przekupimy ich do rodzenia, jak skomentował profesor Czapliński. Etycznie może jest to wątpliwe, ale praktycznie każdy sposób który skutecznie przyczyni się do wzrostu dzietności może być dobry. Kiedy stoimy pod ścianą nie można marudzić. 



Sam pomysł płacenia na każde dziecko nie jest taki głupi jeśli wziąć pod uwagę że podobne świadczenia wypłaca 2/3 państw w Europie. Gorzej, że samo jego wypłacanie średnio się przekłada na liczbę urodzeń. Takie Węgry czy Ukraina, które płacą podobne świadczenia, stoją jeszcze niżej w rankingu przyrostu naturalnego niż my (choć Węgrom na przykład zwiększyła się w ostatnich latach średnia liczba posiadanych dzieci przypadających na jedną kobietę, więc może jest nadzieja?) 

Niestety największym problemem z projektem jest jego realizacja. Póki co znamy jedynie zapowiedzi polityków i niezbyt konkretny projekt ustawy w którym jest wiele luk i niejasności. Projekt ten np. zakłada zwiększenie biurokratyzacji samorządów gdyż każdy z nich musiałby otworzyć specjalne biuro do przyjmowania i rozpatrywania wniosków o przyznanie świadczenia. Zwłaszcza, że dokumenty trzeba by składać co rok. Urząd musiałby również wyliczać komu te pieniądze się należą - w przypadku biedniejszych rodzin mogą one pobierać pieniądze już na pierwsze dziecko jeśli ich dochody nie przekraczają 800 zł na głowę. Ale któryś urzędnik będzie musiał to policzyć. Dodatkowa papierkowa praca oraz dodatkowe pieniądze wydane na zwiększenie administracji. W przypadku zwykłego becikowego obliczanie komu się ono należy pochłania więcej pieniędzy niż same wypłaty świadczenia. Szaleństwo. Dużo prościej, wygodniej i pewnie i taniej byłoby przyznanie tego świadczenia na każde dziecko. Bez wyjątku. Do osiemnastego roku życia. Z wnioskiem składanym raz po jego narodzinach. Zminimalizowałoby to koszty administracji do minimum.


A jeśli już przy kosztach jesteśmy, to co z innymi świadczeniami? Nowo narodzone dzieci mogą dostać aż trzy rodzaje becikowego, nie licząc innych ulg prorodzinnych. PiS nie wspomina słowem o zmianach w ich funkcjonowaniu, ale po co utrzymywać szereg instytucji do wypłacania podobnych świadczeń? Po co przyznawać ten tysiąc złotych na rok, jeśli dziecko i tak otrzymuje 500 zł miesięcznie? Dodatkowe, niepotrzebne wydatki. Jeśli robimy rewolucję w systemie świadczeń rodzinnych, to ta rewolucja powinna dotyczyć całego programu a nie dopisywania do niego kolejnych świadczeń niewspółgrających z poprzednimi.

Do tego projekt PiSu daje opiece społecznej prawo do odbierania tych świadczeń jeśli według urzędników nie są one właściwie wydawane. A to przecież może znaczyć cokolwiek i dodatkowo poszerza zakres w jakim urzędasy mogą szpiegować zwykłych obywateli oraz badać na co przeznaczamy własne pieniądze. Już widzę w głowie dziesiątki spraw o nadużycia na prowincji kiedy to np. sąsiadki mszczą się na kimś używając funkcji państwowych. Już teraz takich sytuacji jest zatrzęsienie.

Flagowy projekt Beaty Szydło nie jest chyba taki zły w zamyśle, ale póki co jego plany wykonania są niespójne, naiwne i nieprzemyślane. Nie wiadomo nawet czy na pewno ta ustawa zostanie wprowadzona wraz z 1 stycznia (jak proponuje przedstawiony projekt). Powoli politycy cichymi głosami dodają  - wprowadzimy kiedy będzie to możliwe. Niech wprowadzą kiedy będzie to dopracowane. Bo póki co to może lepiej aby faktycznie nie wprowadzali czegoś co działać będzie tylko na pół gwizdka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz