sobota, 7 listopada 2015

Unijny szczyt - czy zwykła burza w szklance wody.

Tak sobie przeglądam relacje z polskiego piekiełka o unijnym szczycie na Malcie. Ktoś niby powinien na nie pojechać aby reprezentować nasz kraj. Ale że termin 11-12 listopada zbiega się z powołaniem nowego rządu to nie wiadomo kto miałby tam ruszyć. Powinna teoretycznie Kopacz, lecz musi w tym samym czasie składać dymisję oraz złożyć przysięgę poselską. Wzywa więc prezydenta Dudę aby ten pojechał za nią. Ale on również musi być obecny w sejmie. Diabli wiedzą dlaczego głowa państwa wybrała taką a nie inną datę. Wyborcza i większość antypisowskich mediów zarzuca mu przegapienie tego faktu i amatorszczyznę. Prawicowe i propisowskie zaś gazety sugerują że to zemsta Dudy za poprzednie upokorzenia jakich doznał od rządu PO (ot chociażby brak krzesła dla niego na uroczystościach w Warszawie sprzed paru miesięcy). Trudno rozsądzić, ale takie drobniejsze rzeczy rzuciły mi się w oczy.



1. W wiadomościach TVP i na stronie TVN można poczytać, że na taki szczyt pojechać mogą wyłącznie głowy państw. Dlaczego więc Łotwa i Cypr wysyłają tam swoich ministrów spraw zagranicznych? Poza Polską jeszcze Portugalia i Chorwacja nie zadeklarowały kto pojedzie.

Źródło:

Na pomysł aby wysłać wicepremiera Piechocińskiego który i tak nie ma nic do roboty w sejmie 12 listopada, PO odpiera że na szczycie może być wyłącznie głowa państwa. Dziwne, bo na stronie Wyborczej sprzed lat możemy poczytać iż wedle naszego prawa wicepremier może zastępować premiera na szczytach unijnych. 


Coś dziś Wyborcza nie chce sobie o tym artykule przypomnieć bo przytacza wyłącznie wypowiedzi "innych" ekspertów. 


2. Czemu Donald Tusk zorganizował spotkanie unijne w czasie polskiego święta niepodległości? Szczyt unijny dotyczący emigracji zaczyna się 11 listopada. Musiał organizować go właśnie w trakcie tej konkretnej daty? Zapomniał że wtedy Polacy świętują dzień niepodległości? 

3. Afera z tego co wywnioskowałem dotyczy obecności na nieoficjalnym spotkaniu jakie zorganizował Tusk PO SZCZYCIE. Na sam szczyt zaproszone są tylko delegacje państw. Więc nie byłoby żadnego problemu z wyborem kto ma się tam zjawić. To drugie nieoficjalne zebranie nazywa się nieoficjalnym szczytem. No spoko, ale rzadko kiedy widzę w artach aby dziennikarzy stawiali to rozróżnienie.

4. Sam nieoficjalny szczyt ma zaś dotyczyć wyłącznie wypełniania postanowień poprzednich szczytów. Państwa europejskie jakoś niechętnie podchodzą do płacenia pieniędzy i przyjmowania kwot uchodźców a to spotkanie ma ich tylko do tego pogonić. Żadne rozmowy o nowych rozwiązaniach i pomysłach nie są planowane, a nawet jeśli takie by się odbyły to dyskusja nad nimi przebiegnie dopiero na następnym oficjalnym szczycie w grudniu. Obecność Polski na tym spotkaniu ograniczać się będzie jedynie do wysłuchaniu grzmotów Merkel aby przyjmować chętniej i więcej uchodźców.


Cała afera wygląda mi na burzę w szklance wody. Obydwie partie chcą wyłącznie sobie wzajemnie dokuczyć i cały spór rozgrywa się wyłącznie o to kto na kogo skuteczniej zrzuci winę i zamydli oczy ludziom przed telewizorami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz